Dzień dobry, ja do mediów chciałbym, w sprawie tego kamyka…

A miało być tak pięknie. A tak już sobie obiecywałem: żadnej polityki i czasochłonnych polemik. Dystans, niezmącona tafla wody i oaza spokoju, nowy ja. I do czasu szło nieźle! Napisałem w końcu dwa opowiadania, podroczyłem się z twórczością Mickiewicza, nawet zmarszczki jakby zaczęły się wygładzać. No, i fajnie było, fajniusio, po koleżeńsku.

Ale właśnie, do czasu. Przedwczoraj pod jednym z moich tekstów, takim akurat słabym, nie polecam, pojawił się następujący komentarz (cytat z pisownią oryginalną):

„#nauczyciele to #olbrzymia #grupazawodowa mająca olbrzymią siłę rażenia (!!! ale nie zdająca sobie zupełnie z tego sprawy ) a jednak tańcząca w rytm muzyki zagranej przez ludzi, którzy od lat nimi manipulują dla których są jedynie kartą przetargową na drodze władzy Jakże to smutne, że tacy ludzie NIE WIERZĄ W SIEBIE, nie walczą, nie potrafią być solidarni i … uczą młode pokolenia stać biernie, bo NIE WALCZYĆ a schylać głowę zamiast prostować z dumą. Nie piszę tych gorzkuch słów złośliwie ale z wielką trwogą i troską o przyszłość Kraju nadWisłą i jego mieszkańców. #ODWAGA w XXIwieku to pisanie ciętych komentarzy albo “”odważnych” tekstów w socialmediach bądź bloga zazwyczaj bez odsłaniania twarzy”.

Opinia jakich wiele, nic nowego. Poza tym, belfruję sobie już kilkanaście lat, od kilku miesięcy piszę bloga, twarz odsłaniam, więc słyszałem już o sobie i nauczycielach wiele. Jasne, trochę brew mi się podniosła, to odruch naturalny: w końcu tylko ja mogę krytykować swoją grupę zawodową, czepiać się i podszczypywać – innym wara z mojego podwórka. Odpuszczę, pomyślałem. Pogoda ładna, słońca więcej, ptaki pod oknem świergolą. Wdech – wydech – sikorka – stoik.

Ale zerkam raz jeszcze i widzę, że Szanowna Autorka powyższego pisze o sobie „dziennikarka”. Dziennikarka? Dziennikarka! I że dziennikarka taki kamyk do mojego ogródka wrzuca? A ja akurat lubię kamienie, utożsamiam się nawet – temperament mamy podobny i dynamizm życiowy zbliżony. Lubię i tyle. Więc trudno, podniosę ten kamyk. Kamień. Podniosę i odrzucę. A jeśli kogoś trafię, to najwyżej przeproszę. No to 3… 2… 1…

Droga Pani!

Przyjęła Pani retorykę uogólnień, więc dobrze, idźmy w tę stronę. Pani Dziennikarka ogólnie o nauczycielach, to ja też ogólnie, o dziennikarzach i mediach.

Parafrazując, „dziennikarze to olbrzymia grupa zawodowa, mająca olbrzymią siłę rażenia, a jednak tańcząca w rytm muzyki im granej”… Trudno się nie zgodzić, prawda? Zawód jak każdy inny, zarabiać trzeba, spłacać dzieci i kredyty. Więc skoro byt określa świadomość, to wiadomo – z szefostwem się nie dyskutuje. A szefostwu którego medium zależy na nagłaśnianiu problemów polskiej szkoły? Hmmm niech pomyślę, kto chciałby inwestować cenny czas antenowy czy otwierać swoje łamy na debaty mało medialne, nieatrakcyjne dla widza i – co kluczowe – nie przynoszące zysków? No na wskroś niekomercyjne. A już wiem! Nikt.

Powie Pani, że przecież obecnie wiele się mówi o szkole. Oczywiście. A zwróciła Pani uwagę, dlaczego się mówi? Co się mieli na niestrawną papkę, od której zbiera się na mdłości? Otóż główny dylemat edukacyjny w oczach mediów dotyczy tego, dokąd dziś uda się Minister Czarnek i co powie. Serio, to jest ta olbrzymia siła rażenia naszego dziennikarstwa. Proszę się nie fatygować, ja Pani już dziś mogę zdradzić, czego będzie dotyczyło Czarnkowe mamlanie: otworzymy szkoły, albo nie otworzymy, a jeśli nie otworzymy teraz, to być może otworzymy kiedyś, monitorujemy sytuację, a gdyby nie strajk nauczycieli, to byśmy już dawno otworzyli.

Jasne, jest jeszcze dziennikarstwo stawiające czoła opresyjności systemu. Jego przedstawiciele stoją dziarsko w równym rzędzie i chóralnie obwieszczają, że huhuha huhuha Czarnek rózgę ma – grozi trwoży prześladuje, JotPeDwa indoktrynuje, sytuacja zła… Tylko powiem Pani w sekrecie, że obecny minister nie jest problemem, to tylko kolejny nieudolny państwowy urzędnik bez pojęcia o swojej pracy. Może warto poszukać gdzie indziej?

Dwa lata temu miał miejsce strajk nauczycieli i pracowników oświaty. Była z nami duża część uczniów i ich rodziców. O, to był dobry temat, kolorowy, podnoszący oglądalność. Pani środowisko nie musi nam dziękować, nie ma sprawy. Moje środowisko nie czuło medialnego wsparcia, więc ja też nie muszę dziękować.

A gdyby nie strajk i pandemia, to czy szkoła w mediach w ogóle by zaistniała? Jasne, że tak, dobrze pamiętam kiedy i w jakich okolicznościach, w końcu z wiadomych względów zwracałem na to uwagę. Proszę posłuchać, bo to całkiem zabawne, jakie twórcze materiały przedstawiali opinii publicznej rzetelni dziennikarze:

początek września, dzieci wracają do szkoły, hurra, Jasiu – cieszysz się? Taaak, bardzo, pani dziennikarko, bardzo, spotkam znów kolegów;

końcówka czerwca, dzieci zaczynają wakacje, hurra, Jasiu – cieszysz się? Taaak, bardzo, pani dziennikarko, bardzo;

początek maja, matury, uhaha, ekscytacja, od rana telewizja śniadaniowa żyje tym, jakie były tematy na maturce, zapytajmy Jasia, no Jasiu, co było, jaka lektura? A jakie to ma znaczenie, pani dziennikarko? Jesteśmy lata po reformie, piszemy teraz rozprawki, nie musimy znać lektur. Ma pani ogień?

gdzieś w Polsce, skandal, dramat, nauczyciel ze śmietnikiem na głowie, olaboga, pewnie sobie zasłużył, stop przemocy;

końcówka sierpnia, odkąd pamiętam, zawsze, regularnie, stos internetowych wytworów dziennikarskopodobnych na temat zarobków nauczycieli, podawane zawyżone uśrednione kwoty i regularna bitwa połajanka w komentarzach, zalew frustracji wzajemnych pięknie klikalny i serce redakcji cieszący;

gdzieś w Polsce, dziewczynki pobiły koleżankę, co prawda poza terenem szkoły, ale jednak blisko szkoły, skandal, dramat, olaboga, a akurat likwidujemy gimnazja, dobrze dobrze, stop przemocy, stop głupocie.

Ufff proszę zobaczyć, jak wiele ważnych problemów poruszali niezależni i odważni dziennikarze, jak byli kompetentni i przy tym zaangażowani. Kto wie, w jakim stanie byłby dziś system edukacji, gdyby nie ich praca?

No dobrze, było fajnie, fajniusio, śmiesznie i wesoło było, to teraz dla odmiany poważnie. Droga Pani, ja wiem doskonale, że to co dzieje się w szkole i ze szkołą nikogo nie obchodzi. Polityków w najmniejszym stopniu nie obchodzi, zresztą, nigdy nie obchodziło. Ale media także omijają nas szerokim łukiem. Nic dziwnego, w końcu to tematy nudne, nikt nie kliknie, nie da się tego dobrze sprzedać. Bo jak napisać czy pokazać emocjonującą relację o raporcie NIK na temat problemów z nauczaniem matematyki? Albo taka sprawa nierówności w dostępie do edukacji? Nuda. Wzrost znaczenia szkół prywatnych i kryzys państwowych? Nuuuda. Odpływ najzdolniejszej młodzieży za granicę? Ziewam. Wysoka średnia wieku nauczycieli, braki kadrowe? Zasypiam.

Jasne, można zawsze wrzucić coś o zdalnej edukacji i popatrzeć, jak zmęczeni i pozbawieni systemowych rozwiązań rodzice i nauczyciele obrzucają się słownym kompostem. Śmieszne, sam lubię sobie kliknąć.

O, albo ta sprawa z zablokowaniem przez senat i sejm 80 milionów na dofinansowanie psychiatrii dziecięcej. Niby nic, bo tym też wcześniej się nie interesowano, ale teraz można się podpiąć i robić politykę, pogrozić komu trzeba, polamentować, pierś odważnie wystawić przed kamerę i spojrzeć prawdzie prosto w oczy.

Dobrze, może już wystarczy. Niedorzeczna jest retoryka uogólnień, prawda? Tworzy się pewna reguła, taka, jaką chcemy zobaczyć. No chyba, że Szanowna Pani nie ustąpi. Wtedy dodam, że skoro reguła, to potrzeba też wyjątków. I nawet po Pani stronie barykady taki znajdę, czemu nie.

Justyna Suchecka, zna Pani? Dziennikarka, proszę sprawdzić. Rzeczowa, zaangażowana. Wiarygodna. No i to by było na tyle, jeśli chodzi o opiniotwórczych dziennikarzy rozumiejących problemy polskiej edukacji.

A teraz lista tych, których tak żartobliwie wywołała Pani do tablicy, tych od „pisania ciętych komentarzy, albo “odważnych” tekstów w social mediach, bądź bloga, zazwyczaj bez odsłaniania twarzy”.

Staronia Pani pewnie zna, każdy zna. Dzieciaki potrzebujące wsparcia też znają, proszę wierzyć.

Lęcki? Kojarzy Pani? Popularny, więc może tak. I dobrze, bo ma sporo do powiedzenia. Warto poczytać.

A może Wojtek Gawlik i jego EDU-klaster? Słyszała Pani o „bańkach edukacyjnych”, mających zapewnić dzieciom bezpieczny powrót do szkół? Nooo to proszę mi wierzyć, że to nie minister je wymyślił, zresztą trudno byłoby go o to podejrzewać. To pomysł Wojtka, w dodatku gość opracował cały projekt w szczegółach. Sam. Pro publico bono.

O Stiburskiego nawet nie pytam, ale za to polecam jego Szkołę minimalną. Lubię go, stara się tropić absurdy prawne w oświacie i je prostować. Tytan pracy.

Nawet Tokarz ujdzie. Przyznaję, trochę irytujący, jakoś nam nie po drodze. Ale trudno mu odmówić trafności spostrzeżeń.

A to jeszcze nie koniec, jest ich więcej. I każdy odsłania twarz, gra na swoje nazwisko. Ale nie gra na siebie. O coś im chodzi. Coś im się nie podoba. Chcą zmian. I mówią o tym głośno. A na pewno głośniej niż dziennikarze.

I powiem Pani, że wbrew pozorom to nie takie proste, to mówienie. Koniunktura polityczna jest jaka jest, proszę sprawdzić, ile anonimowych donosów trafia codziennie do kuratoriów, żeby uciszyć tych, którzy według Pani „schylają głowy”. O tym też Pani nie słyszała?

Jeśli chce być Pani na bieżąco, to polecam Protest z Wykrzyknikiem i NIE dla chaosu w szkole. Stojący za nimi ludzie byli z nami podczas strajku i są do dziś, kiedy Pani ukochane media już dawno zostawiły nas i naszą sprawę dla ciekawszych tematów.

No, to chyba będzie na tyle. Poprzerzucaliśmy się trochę pustosłowiem, tak dla zabawy i równowagi. Teraz każde z nas ma swój kamyczek. Ogródek ma też swój. A to podobno wielka mądrość i ogólnie rzecz zalecana, żeby każdy zaczął od uprawiania własnego ogródka. Albo na początek od pozbierania kamyków, bo mogą przeszkadzać. Potknąć się można, a po co się bez sensu potykać? No, i fajnie jest, fajniusio, po koleżeńsku. A teraz napiłbym się herbatki. Herbatki z cukrem. Bez cytrynki.

One comment on “Dzień dobry, ja do mediów chciałbym, w sprawie tego kamyka…

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *