Pamiętnik belfra 2021 (cz. I)

– Drogi Pamiętniczku…

– No co tam, Marcinku?

– A nic… albo… wiesz co, wróciłem do pracy.

– No to pięknie! Nareszcie! I jak, cieszysz się?

– Czy ty jesteś jakiś jebnięty czy z wyprzedaży?!

– Ej, zważaj sobie kolego, myślisz, że papier jest aż taki cierpliwy?

– No tak się mówi…

– To się głupio mówi. Opowiadasz czy nie?

– Sam nie wiem. A co to zmieni, że opowiem?

– No jak to co?! Będzie ci lżej, z łatwością pokonasz swoje problemy i może nawet kogoś zainspirujesz!

– Naprawdę? Mówisz poważnie?

– Czy ty jesteś jakiś jebnięty czy nie rozpoznajesz ironii? Wiadomo, że takie gadanie nic ci nie da, ale skoro już mnie wziąłeś za stronę…

– Chyba na stronę…

– Za stronę, w dodatku zacząłeś gryzmolić, więc dokończ. No to co słychać w szkole?

– Właściwie… to trudno powiedzieć. Biegamy z obłędem w oczach, jak zawsze we wrześniu, przerzucamy tony papierów, jak gdyby podpisy i pieczątki miały nas zabezpieczyć przed czymkolwiek, robimy wszystko „na już” i „na wczoraj”. A jednak dzieje się to jakby w zwolnionym tempie, bez większego entuzjazmu, nawet to bieganie takie jakieś w slow motion, jak w tym, no, Matrixie. Jakbyśmy na coś czekali. Na przykład na to, że to wszystko jebnie nam na głowy. Bo chociaż pracujemy naprawdę, to chyba większość z nas od dawna już wie, że jesteśmy tylko na niby.

– Taa, w Matrixie, na niby… Mhmmm… A tak poza tym, to wszystko u ciebie w porządku?

– Wiadomo, że w porządku, pracuję na dwa etaty, planuję wycieczki, dodatkowe zajęcia dla olimpijczyków, chcę się zaangażować w akcje społeczne, mam wychowawstwo, kredyt, nadwagę, plany na przyszłość i symptomy depresji przeplatanej szaleństwem. To tak w skrócie.

– Oho, dwubiegunowo. A inni nauczyciele, radzą sobie?

– No radzą. Albo nie radzą. Skąd mam wiedzieć? Myślisz, że ktoś o to pyta? Nie ma pytań, nie ma odpowiedzi, nie ma problemów.

– A uczniowie?

– Co uczniowie?

– No co z nimi? Jak się odnajdują?

– Różnie. Bardzo różnie.

– I tyle?

– Wiesz co, chyba już nie chce mi się gadać.

– To po co zaczynasz? Wiecznie to samo, biadolenie i męczeństwo za sprawę. Serio? Nie da się inaczej?

– Ale jak inaczej?

– No nie wiem, z dystansem? Jakoś niepostrzeżenie?

– Niepostrzeżenie to cię mogę do śmietnika wypierdolić…

– No no, ty nie bądź taki Holoubek. Chociaż uszy masz podobne.

– Dobra, wystarczy, z tobą się normalnie nie da. Ja tu o swoich problemach, a ty…

– A ja co? Słucham przecież. To mało? Robię co mogę, ale nic z tego nie rozumiem. Mógłbyś wziąć się w garść, powiedzieć konkretnie o co chodzi, co ci przeszkadza?

– Może mógłbym, nie wiem…

– No widzisz, to zastanów się najpierw, złap jedną myśl i wtedy przyjdź do mnie.

– Ale sam mówiłeś, że to w niczym nie pomoże…

– No nie, nie pomoże. Ale też nie zaszkodzi. Przynajmniej spróbujesz.

– Oho, McMurphy się kurwa znalazł…

– Raczej Wódz, bo udam, że nie słyszałem, skreśl to. A teraz zrób tak: daj sobie kilka dni, wyśpij się ostatni raz, póki możesz. Złapiesz rytm i później pogadamy. Zaczekam.

– Zaczekasz? Wiesz co… chciałem tylko powiedzieć… Dziękuję.

– Dobra, bez zbędnych czułości. I tak mnie wkurwiłeś.

– Ty mnie też. Dobranoc.

– Śpij dobrze.

***

Gustave Courbet, Zdesperowany.
źródło: https://foliearts.wordpress.com/

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *