„Pan Tadeusz” narodowy (część I)

Gorączka narodowa

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że od pewnego czasu publiczna przestrzeń wymiany myśli i słów nie jest już wcale publiczna. Ba, nie jest nawet społeczna. Jest bezsprzecznie narodowa.

Trwa narodowa kwarantanna z punktem kulminacyjnym w postaci narodowego sylwestra. Zainicjowano narodowy program szczepień, który pokazał, że szanujący się naród powinien dbać o swoje elity, czyli jednostki z narodu wybrane (choćby same przez siebie). Dzięki temu mam poczucie, że jestem świadkiem nie jakiejś tam obcej pandemii, tylko rozprzestrzeniania się normalnego zdrowego wirusa, naszego/mojego narodowego.

W narodowej telewizji zakończyła się niedawno transmisja zmagań w naszej/mojej narodowej dyscyplinie. Grupa wątłej postury mężczyzn przytwierdzonych do nart zjeżdżała ze znacznej wysokości, po czym tracili oni grunt pod nogami, walczyli z siłą grawitacji i starali się wyjść cało z tej nieprzymuszonej opresji. Czterech z nich nosiło na kombinezonach nasze/moje barwy narodowe i wykonywało wszystkie te osobliwe czynności nieco lepiej niż pozostali. I dlatego, jak się okazuje, powinniśmy/powinienem czuć narodową dumę. Jednoczyć się w narodowej radości z resztą narodu, bo czterech Orłów narodowych szybowało dalej niż pozostałe wychudzone ptactwo, też co prawda narodowe, ale już nie nasze/nie moje, inne jakieś i obce.

A gdyby tak odnieść się do literatury? W poszukiwaniu tych, którzy skaczą/piszą daleko poza punktem konstrukcyjnym dotarlibyśmy na przykład do Tokarczuk, ona w końcu też sięgnęła po Kryształową Kulę czy inne wyróżnienia. Paszport ma. Na narodową naszą/moją bohaterkę się nadaje. Przynajmniej pozornie. Pozornie, bo już choćby taki narodowy minister kultury i dziedzictwa naszego/mojego narodowego książek Noblistki nie doczytał i z żartobliwą swadą godną przypomnienia przed narodem z tym się obnosił.

Więc skoro Tokarczuk narodowo wątpliwa, to zostaje stary dobry kanon i klasyka. A czy może być ktoś bardziej kanonicznie klasyczny, a przy tym klasycznie kanoniczny i do potęgi narodowy, niż Mickiewicz? Zbadajmy zatem na nowo jego/naszą/moją epopeję narodową i zgodnie z popularnym obecnie zwyczajem zmierzmy jej temperaturę. Narodową oczywiście.

Epopeja narodowa czy szlachecka?

Problem z „Panem Tadeuszem” pojawia się już w tytule i zapowiedzi, że oto rozegra się przed nami „historia szlachecka”. I oczywiście możemy łudzić się i zasłaniać definicjami, że szlachecka to przecież narodowa. Możemy utrwalać mit, że każdy Polak to mentalnie i światopoglądowo szlachcic, że już rodzi się z sumiastym wąsem i szablą u boku, że na zagrodzie to równy wojewodzie, a chociaż herbu ani dworku nie posiada, to jednak wywodzi się ze starożytnego bitnego plemienia Sarmatów… Możemy, jasne. Tylko po co?

Jeśli przyjmiemy, że odsetek reprezentantów stanu szlacheckiego (magnaci Horeszkowie, ziemiańscy Soplicowie, zaściankowi Dobrzyńscy) stanowił w XIX wieku maksymalnie 10% ogółu mieszkańców, to jakie jest prawdopodobieństwo, że Mickiewiczowska narodowa historia jest naszą/moją historią?

U mnie zresztą sprawa jest dość oczywista: brak herbu, nikły wąs i plebejsko brzmiące nazwisko nie pozostawiają złudzeń. Nawet opowieść babci o tym, że kiedyś podobno – według kronik parafialnych – przez wieś przejechał sam książę Józef Poniatowski i spojrzał na okolicę życzliwym pańskim okiem, nic tu nie zmieni. Był i przepadł, jak kamień w wodę.

A jak będzie z moimi uczniami? Weźmy modelową klasę – 30 osób – i przyłóżmy wspomniane 10%. Przy tym założeniu historia szlachecka dotyczy raptem trojga uczniów. To ci, którzy winni uczyć się o literackiej symbolice dworku szlacheckiego. Powinni poznawać kulturę i obyczaje swoich przodków. Warto, żeby zwrócili uwagę na ubiór i charakterystyczny język Stolnika, Sędziego czy innego Maćka nad Maćkami. No i oczywiście dobrze byłoby, gdyby pielęgnowali święte przeświadczenie o potrzebie utrzymania społecznej hierarchii, która jest gwarantem ładu, porządku i sprawiedliwości. Sprawiedliwości narodowej, choćby i trzyosobowej.

Aha, jest jeszcze pozostałe 27 osób. Ci uczniowie także znajdą dla siebie literackie odpowiedniki. Wśród wieśniaków odrabiających pańszczyznę na Soplicowskim polu i pracujących we dworze. Będą musieli jednak bardziej skupić się i wysilić, ponieważ przyjdzie im śledzić epizody postaci bez imion, bez tożsamości. Bez historii.

Mickiewicz może nas dziś dużo nauczyć o zasadach funkcjonowania narodu, zwłaszcza, jeśli tak niezupełnie się do niego należy. W końcu to 10% ustala ramy definicji. Urodziłeś się w kiepskim miejscu i czasie? Rodziny nie było stać na opłacenie prywatnej szkoły, korepetycji, studiów w Wilnie? Nie podjeżdżasz pod dom dwukonną bryczką? No trudno, ktoś przecież musi skoro świt przygotowywać i podawać kawę, albo iść w pierwszej linii obławników i z narażeniem życia płoszyć niedźwiedzia… by ktoś tę kawę mógł wypić i odstrzelić bydlę. Pech, co zrobić.

Oczywiście można przypomnieć, że przecież tekst kończy się zapowiedzią uwłaszczenia chłopów i heroiczną zgodą Tadeusza i Zofiji na uboższe życie, ale za chwilę z pomocą finansową spieszy wierny Klucznik, poprzez którego Mickiewicz puszcza oko do swoich 10% potencjalnych czytelników:

„A niech się mąż Pani nie trwoży,
Iż oddanie ziem Państwo tak bardzo zuboży;
Nie da Bóg, abym rączki córy dygnitarskiej
Widział umozolone w pracy gospodarskiej”.

Uwłaszczenie uwłaszczeniem, ale sprawiedliwość musi być po naszej narodowej stronie. Praca fizyczna? No, skoro ktoś jest niezaradny życiowo i nie potrafi nawet urodzić się tam gdzie trzeba – niech sobie brudzi ręce. A kiedy zmęczony codziennymi zmaganiami usiądzie w końcu pod strzechą (jeśli stać go na wkład własny i ratę kredytu), kiedy już odrobi swoją narodową pańszczyznę, wtedy może dostąpić łaski i sięgnąć po te „księgi proste”. I niech nie zapomni okazać wdzięczności, że wywodzący się z 10%, ale za to 100% szlachecki i narodowy Pan Tadeusz, Pan Polityk, Pan Artysta, Pan „włodarz, ekonom, lub nawet gospodarz”:

„Nie bronił czytać i sam słuchać raczył,
I młodszym rzeczy trudniejsze tłumaczył,
Chwalił piękności, a błędom wybaczył”.

Oj Wieszczu… Ja wiem, ja rozumiem, takie czasy, tradycja, emigracja, sentyment, ale chyba stać cię było na więcej.

To co, Młodzieży, czujecie już więź z waszą/naszą literaturą narodową? Czytamy dalej?

***

Zdjęcie:
Aleksander Gierymski
“Trumna chłopska”
(olej na płótnie)
1894-1895
własność: Muzeum Narodowe w Warszawie
źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Trumna_ch%C5%82opska

One comment on “„Pan Tadeusz” narodowy (część I)

  • Kamil , Direct link to comment

    Bardzo dobry tekst. Niestety niedługo chyba i całe moje ciało będzie narodowe. Ciekawe jak mają czuć się rezydenci naszego kraju – ci bez obywatelstwa. Skoro nie są tacy narodowi to nie obowiązuje ich chyba “narodowa kwarantanna”, ani nie mogą (na szczęście dla nich) oglądać “narodowej telewizji”.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *