Pozdro GOMBRO!

Rok 2007. Maj. Pachnie Saska Kępa szalonym zielonym bzem. Ministrem Edukacji jest Roman Giertych (dla młodszych wyjaśnienie: Roman Giertych to taki Przemysław Czarnek, tylko szczuplejszy, wyższy i w nawiązaniu do „Rodziny Addamsów” bardziej przypomina Lurcha niż wujka Festera; poza tym różnice niewielkie). Minister Roman Giertych ogłasza nową listę lektur szkolnych, na której w pozycjach obowiązkowych brakuje miejsca dla „Ferdydurke” i „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza (nie ma też co prawda Kafki, Conrada i Dostojewskiego, ale jak wiemy „jesteśmy w Polsce, mówimy po polsku, myślimy po polsku”). Decyzja ministra budzi żywe dyskusje, głos w sprawie zabiera m.in. noblistka Wisława Szymborska (ta sama, która według miejskiej legendy dwa lata później będzie miała problem z poprawnym zinterpretowaniem własnego wiersza według klucza maturalnego). Protestuje środowisko nauczycielskie, ale przede wszystkim sami uczniowie, którzy organizują pikiety pod gmachem Ministerstwa Edukacji. Po dwumiesięcznej „bitwie o Gombrowicza” ówczesny premier, hobbystycznie „emerytowany zbawca narodu”, Jarosław Kaczyński uchyla rozporządzenie ministra Giertycha, a ten dyplomatycznie i z gracją komentuje tę decyzję w jednym z programów telewizyjnych, mówiąc: „Jeżeli premier chce wziąć na swoje sumienie wprowadzenie do kanonu lektur książki promującej pederastię, niech to robi”. W tym samym czasie Wydawnictwo Literackie notuje zwiększone zainteresowanie twórczością Gombrowicza, sprzedaż „Ferdydurke” wzrasta o niemal 70%.

***

Rok 2018. Kwiecień. Bociany w przypływie patriotycznych uczuć wracają z afrykańskich wojaży do ojczyzny. W tym czasie duet Taconafide wydaje płytę „Soma 0,5 mg”, która kilkanaście dni od premiery osiągnie status podwójnej platyny, a niebawem diamentowej płyty i przejdzie do historii muzyki rozrywkowej jako drugi najlepiej sprzedający się album roku. Singiel „Kryptowaluty” bije rekordy popularności, choć trudno powiedzieć z jakiego powodu: nie ma w sobie złożoności i smaku Paktofoniki, nie ma erudycji Łony, ani nawet hedonistycznego prymitywizmu Pezeta – no to jak zachwyca, skoro nie zachwyca? Być może chodzi o osobowość i charyzmę wykonawców: tego wydziaranego, za którym nie przepadam i Taco Hemingwaya, sympatycznego warszawskiego millenialsa. We wspomnianym utworze (ponad 56 milionów wyświetleń na YouTubie) Taco melorecytuje:

„Ona mnie pyta o moje klimaty, mówię jej prawdę – Gombrowicz i trapy
Szama i trochę footballu poza tym, spokój, gdy wracam do domu po pracy”.

***

Co łączy te dwa pozornie odległe od siebie wydarzenia? Otóż z mojego belferskiego punktu widzenia nikt nie poczynił tak wielkiego wkładu w popularyzowanie twórczości Witolda Gombrowicza, jak Roman Giertych i Taco Hemingway. Naprawdę, żadni uznani historycy literatury, żadne zastępy natchnionych szkolnych polonistów, a już na pewno nie Klementyna Suchanow z jej monumentalną pracą biograficzną pt. „Gombrowicz. Ja, geniusz”. Nikt. Nikt. W ogóle nikt. Nikogo to nie przewiercało. Nikogo to nic nie obchodziło, wszystkich nudziło. Aż pojawili się oni.

Przyznam, że sukces ministra Giertycha na tym polu nie zaskakuje mnie wcale. Zastosował on z podziwu godną konsekwencją starą zasadę zachęcania przez zakazywanie. Bo co może być bardziej intrygującego niż komunikat: „tej książki nie wolno czytać, bo zawiera treści deprawujące młodego człowieka, sprzeczne z tradycyjnymi wartościami dewiacje, promocję wolności, niezależności i indywidualizmu, krytykę opresyjnych instytucji i dyktatu jedynie słusznej narodowej doktryny patriotyzmu”? Nie ukrywam, czytałbym! Brawo Roman, brawo Pimko, vivat academia, vivant professores!

Kłopot mam natomiast z Taco Hemingwayem. Trudno mi zliczyć sytuacje, kiedy podczas rozmowy uczeń przyznaje: „szczerze, ja to tak za bardzo nie czytam tych lektur, ale tę książkę to na pewno, z ciekawości zajrzę, bo wie pan, jest taki raper…”. No wiem wiem, synu, znam tego rapera, znam zapach szlugów i kalafiorów, i chociaż trzymam się z dala od hotelu Marmur, to też chciałbym zrobić kiedyś sześć zer i w piątki leżeć w wannie. Jedno zdanie. Taco wplata do swojego tekstu jedno zdanie i młodzi chcą poznać Gombrowicza. Siła popkultury? Przeniesienie autorytetu? Być może. Ale przede wszystkim Forma. Przemożna Forma.

***

Niedawno Biblioteka Narodowa opublikowała najnowszy raport o stanie czytelnictwa w Polsce. Wynika z niego, że 42% badanych w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przeczytało co najmniej jedną książkę (w całości lub we fragmentach).

42%. Co najmniej jedną książkę. Być może fragment książki. W roku pandemicznym, kiedy przez znaczny czas zamknięci byliśmy w domach i odcięci od wielu rozrywek i aktywności. Nie chcę silić się na zbędny komentarz, lamentować nad zależnością czytania i odczuwania empatii, ani tym bardziej snuć wizji ery popiśmiennej. Janion i Dukaj sygnalizowali to już dawno.

Chciałbym za to zwrócić się do znanych i doświadczonych popularyzatorów czytelnictwa:

Panowie Ministrowie Edukacji, dawni i obecni… wam już podziękujemy, cześć i nara, pozdro600.

Panie Taco… ratuj!

***

autor grafiki: Adam Dzierżawski


źródła składowe grafiki pochodzą ze stron:
1. https://wyborcza.pl/7,75517,22446854,witold-gombrowicz-zalekniony-geniusz-przenikliwy-blazen-jako.html?fbclid=IwAR1dtdzOGaLRbrqHqh-cGA3yMtS34MT3XFfERR40LSHzUT0bnM8d6OXf66I
2. https://i-d.vice.com/pl/article/nezqnw/deszcz-na-betonie-taco-hemingway-wraca?fbclid=IwAR1dudupZBnQ6Q0hZYJBg-kQ4n4o8GRhmv1qdpDHbT71S1DcHFqhO8Qp_3I
3. https://www.rp.pl/Polityka/201019580-Giertych-Chodzi-o-przykrycie-katastrofy-epidemicznej-rzadu-PiS.html?fbclid=IwAR29uZl3Yc_lmL1bv77NJXdCLS10om5HMdpAa8AL3LbLB4jCjRiYzUHjjg4

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *