Olej słonecznikowy i fusy, czyli co nas czeka w szkole we wrześniu

Prolog

Myślenie i mówienie o przyszłości można potraktować co najmniej dwojako. Można twardo stąpać po drodze osadzonej na podstawach historii i filozofii dziejów, wnikliwie czytać mapy minionych wydarzeń, zestawień i statystyk. Można słuchać podpowiedzi analitycznych umysłów i ich prognoz. Zaakceptować ramy tego co było i liczyć prawdopodobieństwo tego co będzie. Nieznośny realizm!

Można też podejść do zagadnienia w sposób bardziej twórczy. Traktować przyszłość jako tworzywo plastyczne, giętkie, a może nawet płynne. Nadawać jej kształty dowolne, zgodne z własną wolą, wyobrażeniem i potrzebami. Stać się podmiotem, narratorem snutej opowieści. Zrzucić okowy realizmu. A jeśli nawet nie całkowicie, to niech to chociaż będzie realizm magiczny!

Mając nieskrywaną słabość do literatury pięknej, jestem cichym zwolennikiem drugiego sposobu myślenia. Cichym, bo jednak czuję lekkie zawstydzenie w snuciu wizji, które są ewidentnie na kursie kolizyjnym z rzeczywistością. Kto wie, być może dlatego tak imponują mi konferencje przedstawicieli Ministerstwa Edukacji, którzy mają odwagę publicznie i ze stoickim spokojem opowiadać o tym, co chcieliby, żeby było, jawnie pomijając przesłanki, że być może tak nie będzie.

Bo przecież może tak się zdarzyć, że Pan Minister kreśli pewien plan na przyszłość, a gdzieś tam, w innym miejscu na świecie, Annuszka wylała już olej słonecznikowy… Albo ktoś łakomie zerknął w kierunku surowego nietoperza… Albo motyl uderzył. Skrzydłem. Albo Dzierżawskiemu wylała się herbata na klawiaturę. Taka z fusami. Herbata, nie klawiatura. Chociaż klawiatura po tym wylaniu też już z fusami. Więc wycieram, szybko i nerwowo, bo na ekranie właśnie Pan Minister przemawia i w przemówieniu swym jasno wykłada, co się we wrześniu wydarzy. A ja słucham jednym uchem tylko, jednym uchem słowa łowię, a drugim mi uciekają i hyc w nieuwagę i niepamięć, a nie uważam i nie pamiętam, bo nerwowkurw mnie bierze, nerwoból odczuwam istnienia, bo mi fusy na klawiaturze rosną jak barszcz Sosnowskiego, bo mi klawiatura ofusiała doszczętnie! No rozlało się, jakby nie miało kiedy! Rozlało i rozlazło, i teraz zlewa się i złazi niespodziewanie w całość jedną – Ministra słowa i fusy, Ministra wizja i wzór z fusów. Wzór na wizję. Wzór na wizję przyszłości. I wtedy ujrzałem!

A Zasiadający Za Biurkiem wysłał Ministra swego, a ten otworzył każdą z trzech pieczęci wrześniowych, a co tam zobaczyłem, to opiszę, bo w końcu moja klawiatura i fusy moje.

Błogosławieni, którzy odczytują i słuchają słów Proroctwa, a dziwią się temu, co w nim napisane, bo chwila jest bliska!

Wizja 1 – nauczanie stacjonarne

Wracamy, nareszcie wracamy! Do szkoły, tej stacjonarnej, mówiąc prowokacyjnie – normalnej. W tysiącach polskich domów słychać wystrzały i głośne uffnięcia. To strzelają korki szampanów, rodzice celebrują wieść, że od września pozbędą się w końcu godzin ponadwymiarowych spędzanych ze swoimi dziećmi. Godzin niepłatnych! Uffnięcia wydobywają się z rodziców zaangażowanych, dbających o rozwój swoich pociech w przyszłych prawników i lekarzy, czemu siedzenie w szkolnych ławkach zdecydowanie służy.

W dużych miastach występują co prawda kłopoty z punktualnym dotarciem na lekcje, ponieważ miejsca w publicznych środkach transportu wciąż są ograniczone. Uczniowie obsiadają więc licznie wiaty przystanków, gdzie toczy się przedpołudniowe życie towarzyskie.

Poza szkołą przybiera na sile druga fala zachorowań. Według ekspertów Telewizji Publicznej, jest to skutek nierozważnej kampanii prezydenckiej kandydata totalnej opozycji oraz zbyt niefrasobliwy kolportaż oscypków między Krupówkami a Monciakiem w drugiej połowie sierpnia.

W szkołach jesteśmy świadkami wzruszających scen powitań, godnych najlepszych paradokumentów z polsatowskiej anteny. Nauczyciele 30+ rzucają się swoim uczniom na szyje. Nauczyciele 40+ ściskają swoim uczniom dłonie, z czułością. Nauczyciele 50+ ściskają swoim uczniom dłonie, z czułością, ale w rękawiczkach. Nauczyciele 60+ witają swoich uczniów z czułością, skinieniem głowy, omijając ich z daleka.

Lekcje mają sentymentalny charakter. GIS sugerował, aby przeprowadzać je w plenerze, więc siedzimy wokół ognisk i wpatrujemy się w płomienie. Wspominamy dawne dzieje, dzielimy się opowieściami z czasów zarazy. Czas płynie leniwie. Spotkania kończymy wcześniej, żeby każdy zdążył dotrzeć przed zmrokiem do domu – wiadomo, godziny szczytu w pandemicznej komunikacji.

Do każdego z ognisk, po kolei, przysiada się dyrektor i zerka z ciekawością w nasze twarze. Wrzuca w płomienie garść sproszkowanego mydła, nakłada nam dłonie na głowy i szepcze zaklęcia. Upewniając się, że ogniska, przy których siedzimy, nie są ogniskami choroby, odchodzi, mamrocząc pod nosem rytualne gusła, by za chwilę, za pomocą znaków dymnych, przekazać je Inspektorowi Sanitarnemu.

Podczas lekcji często mówimy o przemijaniu, o nietrwałości rzeczy świata tego i staramy się zapamiętać nasze twarze. Kiedy nadejdzie właściwy moment, będziemy gotowi.

W drugim tygodniu września okazuje się, że przewodniczący samorządu uczniowskiego i ksiądz katecheta mają dziwnie znajome objawy. Dyrektor początkowo stara się ich nie dostrzegać, oni sami wypierają się po trzykroć. Jednak jeden z uczniów, najwidoczniej znudzony już trybem stacjonarnej nauki życia, zawiadamia kuratorium. Kuratorium wysyła inkwizytora, który bada sprawę i nie ma wątpliwości. Szybko gasi nasze małe ogniska, ustawia jeden wielki stos, na którym płoną przewodniczący samorządu i oczywiście dyrektor, bo to w obecnych czasach najbardziej łatwopalne stanowisko. Księdza katechetę przeniesiono do innej parafii.

Stwierdzono ognisko zarazy. Według ekspertów Telewizji Publicznej, jest to długofalowy skutek nierozważnej kampanii prezydenckiej kandydata totalnej opozycji, a także znieważania pomników przez aktywistów neomarksistowskiej ideologii LGBT.

Pod koniec drugiego tygodnia września wracamy do domów. Jesteśmy świadkami wzruszających scen pożegnań, godnych najlepszych paradokumentów z polsatowskiej anteny. Nauczyciele 60+ żegnają uczniów z wyraźnym wzruszeniem, przez Internet, bo od końca pierwszego tygodnia są już na zwolnieniach lekarskich. Nauczyciele 50+ żegnają uczniów z nie mniejszym wzruszeniem, tyle że na żywo, póki co. Nauczyciele 40+ żegnają uczniów lekko zdezorientowani. Nauczyciele 30+ żegnają się szybko, jakby nieobecni i zaczynają poważnie zastanawiać się nad zmianą zawodu.

Rodzice, ci co strzelali, z wyrzutem i złością patrzą na puste butelki po szampanie. Rodzice, którzy uffali, wciąż uffają, ale jakby z większym przejęciem.

Kierowcy opustoszałych środków komunikacji miejskiej nucą wesoło. Stali bywalcy wiat łapią równowagę i znów z radością patrzą w przyszłość.

Wizja 2 – nauczanie hybrydowe

Idea pojawia się tuż po tajemniczym zniknięciu księdza katechety o rozpalonych oczach. Dyrektor próbuje podzielić i zorganizować pracę. Jego nauczyciele są zatrudnieni w wielu różnych szkołach, czas ucieka, więc zadanie jest niebywale trudne. Chwilę później słychać już pukanie do drzwi gabinetu dyrektora. Nikt nie spodziewał się kuratoryjnej inkwizycji.

Telewizja Publiczna i kierowcy środków komunikacji miejskiej nie zauważają żadnej zmiany.

Wizja 3 – nauczanie zdalne

Doprowadzamy sprawdzone już metody do perfekcji. Uczniowie budzą się chwilę przed pierwszą lekcją, zgłaszają gotowość do zajęć, po czym zasypiają ponownie, zapadając w sen jesienno-zimowy. Budziki mają nastawione na pierwszy dzień wiosny. Śnią o dojrzałych owocach.

Rodzice opuszczają swoje domy, zamykając za sobą delikatnie drzwi, żeby nie zbudzić śpiących dzieci. W lodówkach mrożą szampany, czekając na lepsze jutro.

Nauczyciele martwią się o swoich uczniów, więc budzą się chwilę przed pierwszą lekcją, sprawdzają obecność, po czym zasypiają ponownie. Budzików nie nastawiają wcale. Także śnią o owocach. Różnych, w zależności od przedziału wiekowego.

Dyrektor kopci się pomaleńku, jak żyrafa w wierszu pewnego poety, który także nie mieścił się w ramach otaczającej rzeczywistości, jeszcze zanim stało się to powszechne i modne.

Nauczanie zdalne metodą oniryczną przynosi niebywałe efekty. W całym kraju nie stwierdzono żadnego przypadku świadectwa bez czerwonego paska, a maturę zdało ponad 100% przystępujących, co z dumą ogłosiła Telewizja Publiczna.

Pandemia i kierowcy środków komunikacji miejskiej mają się dobrze.

Epilog

Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięki trąby. Trąbki właściwie. Mieszkam tuż obok cmentarza, więc zdarza się od czasu do czasu taki funeralny sakralny blues, który oznajmia światu, że ktoś właśnie podziękował za uwagę i oddał głos do studia. Albo wylogował się do wieczności. Albo ma spokój. Święty. Oby. Cmentarny przebój za oknem, na ekranie Minister i jego wróżenie z fusów.

Konferencja dobiega końca, dociekliwa dziennikarka dopytuje: co jeśli nauczyciel pracuje w dwóch szkołach, a jedna z nich zostanie objęta kwarantanną? Dobre pytanie, myślę, w końcu będę od września w podobnej sytuacji. Minister uśmiecha się tylko z politowaniem i kręci głową nad naiwnością dziennikarki. Jak to co się stanie? W jednej szkole wspomniany nauczyciel będzie prowadził lekcje zdalnie (skoro istnieje prawdopodobieństwo, że jest zarażony), a do drugiej będzie dojeżdżał na zajęcia stacjonarne. Czego Pani nie rozumie?

Znów to zrobił. Znów zauroczył. Mistrz prozy fikcjonalnej, narrator edukacyjnej opowieści. Narrator wszechwiedzący. A z jego wiedzy wynika, że wszystko będzie dobrze. Wystarczy często myć ręce. I nie zadawać głupich pytań. A jeśli naprawdę chcecie wiedzieć, jaka szkoła czeka nas we wrześniu… Ale tak naprawdę chcecie wiedzieć… To poczytajcie o właściwościach oleju słonecznikowego. I zaparzcie sobie herbatę. Z fusami. Na konferencje Ministra szkoda czasu.

03 comments on “Olej słonecznikowy i fusy, czyli co nas czeka w szkole we wrześniu

  • Normalny , Direct link to comment

    No, to się polonista wyprodukował. A usiadł, lampkę zapalił, sprężył muskuł i ciachnął. Jak dobrze, że są internety. Teraz nawet średnio rozgarnięty polonista może sobie do woli udowodnić, że potrafi pisać. I myśleć. Oby czasy promocji talentu już nigdy nie wróciły!

    • Marcin Dzierżawski , Direct link to comment

      Czekałem na Ciebie, Anonimowy Czytelniku, już dawno żadna opinia nie dała mi tyle satysfakcji! 🙂 Mam nadzieję, że Ty też poczułeś się lepiej, pozdrawiam Cię serdecznie! 🙂
      PS. “Ciachnął”?

  • MCze64 , Direct link to comment

    Drogi belfrze jakże fajnie jest czytać to c piszesz bo to samo roi się w mojej jej głowie Czeka nas ciekawy czas. Piszę z “czerwonej strefy” i przepraszam, ale może być u nas ciekawie. Minister wie, że rodzice już dłużej nie zniosą dzieci w domu więc Huura 1 września sio do szkoły.. Zostały nam 2 tygodnie cieszmy się wakacjami

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *