Szkoła ściągania, szkoła życia

SZKOŁA ŚCIĄGANIA

Tkwimy w pandemicznej szkole od dawna, odkąd pamiętam.

To nie chwyt retoryczny, ani prowokacja – to prawda – wirus zawsze toczył naszą edukację, przenosiliśmy go z osoby na osobę, z pokolenia na pokolenie. Po przejściu choroby być może nabieraliśmy odporności, ale zachodziły w nas poważne zmiany, tak dogłębne, że nawet nie umieliśmy dostrzec, jak bardzo staliśmy się dysfunkcyjni.

Po wszystkim udawaliśmy, że jesteśmy już zdrowi. Co nas nie zabije, to wzmocni, prawda? Otóż nie, nieprawda, nic bardziej mylnego. Co nas nie zabije, to pozwoli nam żyć z bagażem trudnych doświadczeń, dźwigając go i nie mogąc wyprostować się, by choć raz spojrzeć prawdzie w oczy. Lepiej spuszczać albo odwracać wzrok, w końcu wszyscy tak robimy.

Tkwimy w pandemicznej szkole od dawna. Byliśmy lub jesteśmy częścią hierarchicznej struktury, opartej na zależności i przemocy. Opresyjność daje iluzję porządku rzeczy. Rzeczy, które można mierzyć, porównywać, ewaluować i oceniać. Rzeczy ułożonych według PESELu, z nadaną numeracją w dziennikach. Stare numery są już przystosowane, skoro przetrwały lata edukacji. Nowe numery trzeba jeszcze okiełznać, wtłoczyć w ramy normatywnych zachowań, dać im szkołę. Od tego jestem ja – nauczyciel – dysponent reguł, kontroler poprawności. Milcz kiedy do ciebie mówię, mów co ci każę, zrób wszystko, żeby spełnić moje oczekiwania. Chociaż i tak dobrze wiemy, że twoje wszystko to wciąż będzie za mało, nie dasz rady, jesteś leniwy, jesteś rozkojarzony, jesteś słaby. Milcz i słuchaj, a ja powiem ci, czego nie potrafisz, mimo że nie jesteś warty mojego czasu.

Tak, tkwimy w pandemicznej szkole od dawna, a nauka zdalna i jej obecne zawieszenie (bo przecież nie zakończenie, prawda?) tylko to uwydatniły. Amok. Choroba. I szaleństwo.

Ale nawet w tym szaleństwie jest metoda. Metoda ryzykowna i trudna do zaakceptowania. Jednak jak się okazuje, metoda jedyna skuteczna, aby przetrwać. Uczniowie jej nie wybrali. Zostali do niej zmuszeni. Przez nas. Być może podsunęliśmy im ją dlatego, bo sami z niej korzystamy?

Niech ten tekst będzie głosem w obronie ściągania. Nie, nie dlatego, że je popieram. Ale zdecydowanie wolę desperackie oszustwo uczniów, niż hipokryzję nauczycieli, rodziców, dyrektorów, kuratorów i reszty wyżej postawionych aparatczyków.

ŚCIĄGANIE TO DOWÓD LENISTWA!
ŚCIĄGANIE TO DOWÓD GŁUPOTY!

Słyszeliście kiedyś podobne argumenty? Mocne, prawda? Nieskażone wątpliwością, poza wszelką dyskusją. Zresztą wcale nie chcę z nimi dyskutować.

Zamykam oczy i wyobrażam sobie dziecko idące do szkoły po raz pierwszy. Dźwiga wielki tornister, może worek z kapciami, nie wiem, może jest bardzo przejęte, albo zestresowane? Może podekscytowane, przecież szkoła to też zabawa, to wyzwania, dzieci lubią zabawę i wyzwania. Wyobrażam sobie to dziecko zapatrzone w swoją pierwszą wychowawczynię, z ciekawością słuchające swoich pierwszych nauczycieli, chętne do poznawania świata. A potem otwieram oczy i widzę leniwego licealistę, ordynarnie ściągającego podczas sprawdzianów, albo oddającego wypracowania skopiowane z Internetu. Imbecyl nawet nie potrafi dobrze korzystać z opracowań, od razu widać, że to nie jego praca, a zresztą może i lepiej, bo gdyby pisał sam, to byłoby to jeszcze głupsze. No debil, i tyle.

Niesłychana metamorfoza, prawda? Jak to się stało, jak do tego doszło, że nasza ciekawa świata i chętna do działania pociecha stała się w kilka/kilkanaście lat leniwą i tępą kreaturą? Jak to możliwe, skoro ogromną część swojego życia spędziła w szkole? Pod naszą opieką. Pod opieką mądrych i cnotliwych pedagogów, poświęcających się służbie ku chwale nauki i etyki. No jak do tego doszło, skoro wszystko zrobiliśmy dobrze? Jakieś pomysły? Ktoś, coś?

ŚCIĄGAJĄ CI, KTÓRZY SOBIE NIE RADZĄ!

I znów trudno dyskutować z tak postawionym zarzutem. Wypada się zgodzić. Zgodzić i pokiwać głową z politowaniem nad głupim uczniem. W dodatku głupim na tyle, że nawet nie zrozumie swojej winy i porażki.

Czy naprawdę oczekujemy od tych dzieciaków tak wiele?! Już nawet nie warto wracać do oczywistych faktów, że to czego uczą się dziś to jest nic – NIC – w porównaniu do tego, czego my – MY – się uczyliśmy kiedyś. Ale bez zbędnych emocji i sentymentów, spójrzmy racjonalnie. Przeciętny licealista ma w tygodniu ponad trzydzieści godzin lekcyjnych. No, jeśli weźmiemy jakieś dodatkowe szkolne aktywności, obowiązkowe za chwilę lekcje religii lub etyki i dodatkowe godziny historii – wyjdzie prawie czterdzieści godzin. Czterdzieści godzin, nie licząc dojazdów. Czterdzieści godzin w szkole, bez stołówki i czasu na posiłek, czterdzieści godzin na twardym krześle i z oczyma wpatrzonymi w tablicę, przy której stoi inny człowiek realizujący czterdziestogodzinny tydzień pracy, też zmęczony, więc p******* coś tam bez ładu i składu apatycznym głosem i zerka z utęsknieniem na szybujące za oknem wolne mewy czy inne gołębie.

W ciągu tych czterdziestu godzin tygodniowo, uczniowi można zrobić mniej więcej trzy sprawdziany i kilka kartkówek. No, czasem ku powszechnej uciesze, tak dla żartobliwej psoty, warto dołożyć kolejny sprawdzian, ale wpisać go do dziennika jako kartkówkę. I teraz dokonajmy szybkiej weryfikacji – czy te kilka sprawdzianów w tygodniu to naprawdę tak dużo? Czy to takie intelektualne obciążenie, żeby nie mogło obyć się bez ściągania?! No wystarczy trochę dobrych chęci i ciężkiej pracy, czy wymagamy tak wiele? A przecież kiedyś – KIEDYŚ – to była WOJNA, młodzi chodzili na tajne komplety i nikt nie ściągał! A mieli trudno? No mieli trudno, i to jak trudno, a nikt nie ściągał! Alek nie ściągał, Rudy nie ściągał i ta Zośka co nie chciała Niemca też nie ściągała! Drzymała przeciągał, a nie ściągał! A ci dzisiaj, ehhh szkoda słów, nie radzą sobie i tyle.

ŚCIĄGAJĄC ROBISZ SOBIE KRZYWDĘ!

To już nie chodzi o zasady nawet, o etykę. Nawet o nas dorosłych w tym wszystkim nie chodzi. Ale o nich, o uczniów przecież. Czy tak trudno pojąć, że ściągając nie zdobędą wiedzy, która jest niezbędna – NIEZBĘDNA – bo może przydać się im w życiu?

Jak można ściągać na kartkówce z lewych dopływów Wisły? Po co ściągać na sprawdzianie z budowy szkieletu żaby? No i jakim prawem ściągać na teście wiedzy z treści „Lalki”?! Opatówka ma długość ponad 55 kilometrów, dwa kłykcie potyliczne ułatwiają ruch głowy w płaszczyźnie pionowej, a pies Rzeckiego był pudlem ślepym na jedno oko, NA JEDNO OKO!

Nie wiesz tego – nie poradzisz sobie w życiu. Myślisz że wszystko jest w Internecie? No… może i jest, ale co z tego? A jak znajdziesz się w miejscu bez internetu, to co, kmiocie? W środku lasu, w dziczy na przykład, bez zasięgu? To co wtedy zrobisz? No co wtedy zrobisz, kmiocie? Sam w dziczy i bez wiedzy, że IR BYŁ ŚLEPY NA JEDNO OKO?! Mogiła, kmiocie, mogiła.

ŚCIĄGAJĄC NIE ZDASZ EGZAMINU!

Wybaczcie, ale to jeden z argumentów, od którego przechodzą mnie dreszcze. Nie ma nic bardziej dojmującego i uwłaczającego ludzkiej godności, niż niezaliczenie egzaminu ósmoklasisty czy egzaminu maturalnego. Nawet student może cos oblać, najwyżej poprawi, albo zapłaci i poprawi. Ale ósmoklasista albo maturzysta? O nie, od egzaminu zależy jego przyszłość, jego życie, jego los na stos rzucony na stos, jeśli poprzez ściąganie nie przygotuje się należycie.

Wiem co piszę, w końcu jestem nauczycielem i snuję od lat taką narrację, jestem nauczycielem i mam chorobliwą potrzebę poczucia wpływu na każdy element szkolnej rzeczywistości. Matura to tak naprawdę mój egzamin, moje świadectwo pracy, moje być albo nie być, żadnych pytań. A zatem ja wyrecytuję wam swoją lekcję, a potem wy z kolei wyrecytujecie swoją, Towiański, Towiański, Towiański, mesjanizm, Chrystus Narodów, znicz, ofiara, czterdzieści i cztery, natchnienie, cierpienia, odkupienie, bohater i symbol. I na pamięć, bez zrozumienia, ale przede wszystkim bez ściągania, trzeba wiedzieć, że wielkim – WIELKIM – poetą był Słowacki. Albo będzie po egzaminie, po tobie będzie. I po mnie – PO MNIE BĘDZIE – niech Gałkiewicz przynajmniej nad dzieckiem się ulituje!

SZKOŁA ŻYCIA

Kiedyś, jako początkujący belfer, zmagałem się w szkole głównie ze swoimi wyobrażeniami o niej i swoimi kompleksami. Uważałem, że skoro uczeń ściąga (na przedmiocie maturalnym, skandal!) to znaczy, że mnie nie szanuje. No bo jak może szanować i oszukiwać jednocześnie? Dopiero miesiące nauki zdalnej i odrobina dystansu pozwoliły mi na podjęcie leczenia ze swojego egocentryzmu. Zaskakujące, ale świat nie kręci się wokół mnie, uwierzycie? Okazało się, że uczniowie ściągają z wielu powodów, różnych powodów, ale najczęściej jest to wyraz ich desperacji i sposób radzenia sobie z presją.

Presją ocen i wyników egzaminów jako synonimów sukcesu, presją przeładowanej podstawy programowej i rozbudowanego planu lekcji, presją wymagań nauczycieli i dyrektorów, presją konkursów i rankingów, presją oczekiwań rodziców.

Człowiek pozbawiony poczucia sensu tego, do czego jest zmuszany, sięgnie po najprostsze metody. Człowiek zdesperowany i pod presją sięgnie po każdą metodę, która pozwoli mu przetrwać. Zwłaszcza w szaleństwie.

Na koniec zostaje tylko westchnąć z ulgą – jak dobrze, że przymus oszukiwania kończy się wraz z ostatnim dzwonkiem, prawda? Jak dobrze, że nam, dorosłym, takie niecne praktyki są obce. Dobrze, że nauczyciele nie oszukują swoich uczniów, są wobec nich zawsze w porządku, tak jak są w porządku wobec swoich koleżanek i kolegów z pracy. Dobrze, że nie oszukują dyrektorzy, stosują wobec wszystkich jednakowe standardy, nikogo nie faworyzują i dbają o przejrzystą księgowość swoich placówek. Dobrze, że nie oszukują kuratorzy oświaty, służą idei nadzoru, by dbać o dobro podległych im uczniów i nauczycieli, a już na pewno nie podejmują decyzji z niskich politycznych pobudek. Dobrze, że nikogo nigdy nie oszukał szanowny pan minister edukacji… Dobrze, że uczciwi wobec swoich dzieci są także ich rodzice, poświęcają im mnóstwo uwagi i dotrzymują danych obietnic.

Dobrze, że ogólnie jesteśmy uczciwi jako społeczeństwo, przestrzegamy przepisów prawa, płacimy podatki, szczepimy się i dbamy o wspólne dobro, wyczekując końca pandemii.

No i przede wszystkim dobrze, że sami nigdy nie ściągaliśmy, będąc uczniami. Uff, bardzo dobrze. W innym wypadku musielibyśmy inaczej spojrzeć na młodych, a przecież szkoda na to czasu.

***

Autorem poniższej super grafiki jest Cristian Corrado.

Cristian to jak widać bardzo utalentowany, ale przede wszystkim otwarty i empatyczny młody człowiek. Tak jak jego koleżanki i koledzy z klasy oraz uczennice i uczniowie klasy równoległej z tej samej szkoły, z którymi miałem przyjemność spotykać się na lekcjach języka polskiego w tym roku. To właśnie oni niejednokrotnie dawali mi do myślenia podczas licznych dyskusji i sporo mnie nauczyli. I chociaż kończymy już współpracę, to mam nadzieję, że nasze drogi jeszcze się skrzyżują, w końcu świat jest mały.

Hej, młodzi z XIX LO w Gdańsku,
dedykuję Wam niniejszy tekst,
dzięki za wszystko i do zobaczenia!

(tekst opublikowany 14 czerwca 2021)

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *