SZTANDAR WYPROWADZIĆ!

Wysokie temperatury za oknem, być może niebawem ostudzi je kolejna fala zamrażająca gospodarkę i relacje międzyludzkie. Turystów w moim mieście przybywa, więc kto wie, może tym razem będzie to prawdziwa fala, jak przystało – od morza. Póki co przedsiębiorcy nieśmiało wstają z kolan, alergicy przeklinają swoje geny i choroby cywilizacyjne, nawet dzieci nie wybiegły wesoło ze szkoły, bo po miesiącach nauki zdalnej podchodzą do rzeczywistości pozawirtualnej dość ostrożnie. Jednym słowem – rozpoczęły się wakacje.

W nauczycielskim zawodzie to czas przejścia z trybu aktywności w tryb czuwania. Jest to też czas, kiedy powoli opadają emocje, przychodzi zmęczenie i potrzeba zapominania. Mam wrażenie, że właśnie tak radzimy sobie ze stresem – przekraczamy linię mety, jak ten nieszczęsny maratończyk, wsłuchujemy się w kolejny ostatni dzwonek, po czym padamy w objęcia niepamięci. Bo przecież analizując miniony rok szkolny, nie moglibyśmy ze spokojem rozpocząć urlopu, prawda?

Czuję już ten błogi stan zgnuśnienia, zaczyna mnie obezwładniać, więc muszę się spieszyć. Jeśli teraz nie podsumuję ostatnich miesięcy, to już chyba nigdy. Więc – wdech – wydech – i po kolei.

WRZESIEŃ

Pierwszy kontakt ze szkołą po pierwszym lockdownie i pierwsze rozczarowanie. Bo okazało się, że choćby świat miał się zatrząść w posadach, choćby runąć miały wszystkie symboliczne monumentalne budowle wznoszone przez wieki wspólnym wysiłkiem ludzkości, to gmach mojej szkoły i panujące w nim zasady przetrwają niewzruszone. Pomnik, normalnie k**** pomnik trwalszy niż ze spiżu. Pandemia? Zmiany systemowe? Skok w nowoczesność? Przewartościowanie idei edukacji? Nie, nie, dziękuję, nie trzeba. (A lato było piękne tego roku). Wystarczy nie poruszać niewygodnych tematów i udawać, że nic się nie stało, Polacy nic się nie stało. Wystarczy zwołać radę pedagogiczną, jak zawsze. Wystarczy zająć swoje miejsce, to samo co zawsze. (W Gdańsku staliśmy tak jak mur). Wystarczy robić i mówić to co do tej pory. I trwamy. Trochę głupio, trochę bez sensu, trochę nie wiadomo po co i dla kogo. Ale trwamy. (A na ziemi tego roku było tyle wrzosu na bukiety).

PAŹDZIERNIK

Bal na Titanicu trwa w najlepsze, orkiestra będzie grała do końca, co do tego nie ma wątpliwości. Ostatni skrzypek nie przestanie piłować strun nawet wyskakując za burtę. A wyskoczyć będzie musiał, albo woda zmyje go z pokładu, bo pieprznięcie w górę lodową jest nieuniknione.

Liczba zachorowań rośnie, kwestią czasu jest, kiedy wszystkie szkoły zostaną zamknięte. Dlatego obieramy jedyną znaną sobie strategię: robimy szybciutko mnóstwo sprawdzianów, żeby nagromadzić ocenki na zaś, na zapas, na zimę, a poza tym udajemy, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i że oczywiście prognozy zapowiadają burzę, ale czemu tym razem nie miałaby przejść bokiem i nas ominąć? Jakoś to będzie.

W tym samym czasie w białoczerwonej rządowej drużynie następuje zmiana na pozycji środkowego napastnika. Pracowitego i grającego dla zespołu, ale jednak mało skutecznego Piontkowskiego zastępuje wschodząca gwiazda naszej ligi, dynamiczny i ambitny Przemysław Czarnek. Jak potoczy się jego kariera – wiemy nazbyt dobrze. Poza tym niebawem mają rozegrać się wydarzenia, o których nie śniło się filozofom i teologom, nawet tym z KULu.

PAŹDZIERNIK – KWIECIEŃ

Co tu się zadziało?! Szkoda, że państwo tego nie widzą! A nie, przepraszam, widzą i czynnie uczestniczą, dokładają swoje doświadczenia i perspektywy. Jest ich taka mnogość, że nie wiem od czego zacząć, istny kocioł nadwiślański.

Trwa nauka online. Tym razem już na poważnie, bo chociaż od rządowych ekspertów płynie narracja rodem z międzywojnia („jeszcze dwa tygodnie i zwyciężymy!”), przerywana retoryką z filmów dla dorosłych („już już dochodzimy!”), to jednak nikt się nie łudzi – na zdalnym zostaniemy długo. Bardzo długo, więc trzeba się z tym jakoś oswoić, nie ma ucieczki.

Jak w zderzeniu z nową rzeczywistością radzą sobie nauczyciele? Otóż tak samo jak mechanicy rowerowi, lekarze weterynarii, listonosze, dekarze, tynkarze i hycle – różnie. Pewne jest jedno, że nowa forma pracy wyostrzyła nasze cechy, byliśmy jeszcze bardziej intensywnymi wersjami samych siebie. Dla jednych z korzyścią, dla drugich – niekoniecznie.

Uczniowie? Podobnie. Pracowałem w tym roku z awatarami, najczęściej w trybie offline, walczącymi o ukończenie szkoły, jak również z olimpijczykami funkcjonującymi już na zasadach dojrzałego studiowania. Pełen przekrój.

Zresztą, to samo zjawisko dotyczyło rodziców. Od tych „znikających”, przez zadających pytania „co się dzieje, co zrobić, dlaczego córka nie ma żadnych ocen z polskiego?!” („nie wiem, pewnie dlatego, że nie przysyła żadnych prac i milczy od tygodni – państwo razem mieszkacie, może warto zapytać córkę jak się czuje i czy wszystko u niej ok?”), a kończąc na rodzicach niezwykle zaangażowanych i wspierających. Wspierających swoje dzieci, ale także mnie. Przyznam, że jeszcze nigdy nie doświadczyłem tak przychylnego odbioru mojej pracy, jak minionego roku.

A był to także, a może przede wszystkim, rok społecznych protestów, w które licznie angażowała się młodzież. Wielka polityka wkroczyła do szkoły stanowczo, wręcz obcesowo; polityczne stały się lekcje z wychowawcą, polityczne odniesienia do listy lektur, nawet błyskawice na teamsowych awatarach stały się polityczne. Dano nam też odczuć, jaka jest cena posiadania poglądów w centralnie sterowanej szkole. Sugestie, naciski, donosy, kuratoria w ogniu działań, rzecznicy dyscyplinarni uwijający się jak w ukropie. Mimo wszystko mówiliśmy o tej opresyjności niewiele, ale czas mówienia jeszcze nadejdzie. Choćby dlatego, że tak jak polityka pojawiła się w szkole, tak szkoła pojawiła się w mediach. I dobrze, może to jeden z pozytywnych aspektów tego całego szaleństwa, bo bez wsparcia zaczynaliśmy się już dusić. Brakowało nam sił, brakowało powietrza. I wolności. Wolna szkoła, wolna nauka, wolne media – kolejne inicjatywy pokazywały dobitnie, że Matka Polska z trudem łapie oddech pod covidową maską, i albo zemdleje, albo się naprawdę wkurwi…

MAJ

Wracamy? Czy nie wracamy? Wracamy?! Ale właściwie po co wracać, do czego wracać? Na egzaminy wracać, bo po co by innego. Tylko jakie egzaminy, w jakiej formule? Okrojone, łatwiejsze? Coś wiadomo? Nic nie wiadomo. Jednak wiadomo? No wiadomo. Wiadomo! Czyli wracamy? Wracamy!

I wróciliśmy. Zobaczyliśmy, napisaliśmy co mieliśmy do napisania, i zwyciężyliśmy, chociaż nie obyło się bez strat.

Ja na przykład straciłem poczucie sensu tego, co robiłem do tej pory. Na szczęście poczucie to było kruche, a sens niewielki, więc udało się znaleźć nowy. I tak w roku absurdów i paradoksów doszło do kolejnego – jeszcze nigdy nie byłem zarazem tak daleko i tak blisko swoich uczniów. Dystans zmusił mnie do zastanawiania, co się u nich dzieje, z czym się mogą zmagać i jak sobie radzą. Ich realne zniknięcie obudziło moją empatię i tak oto zbudowaliśmy nić porozumienia. W dodatku odnoszę wrażenie, że nasza nić może być całkiem wytrzymała. Tym dziwniejsze, że jestem niezwykle pokraczny w budowaniu takich relacji. Za to cechuje mnie bliska mistrzostwu łatwość w ich rozluźnianiu i unikaniu bliskości. To także się zadziało, ponieważ zbliżając się do perspektywy uczniów, wprost proporcjonalnie oddalałem się od perspektywy wielu koleżanek i kolegów z pracy. Ich działania i intencje stały się dla mnie odległe, często niezrozumiałe i najzwyczajniej obce. Czuję, że nasze drogi się rozchodzą, nie mam już w sobie tak silnej jak dawniej potrzeby bycia „solidarnym ze środowiskiem”. Mam świadomość, że moją dotychczasową solidarnością pieczętowałem wiele szkolnych patologii i doprowadziłem się do stanu zawodowego wyczerpania. A przecież szkoda by było, coś być musi, do cholery, za zakrętem.

CZERWIEC

Ostatnia rada pedagogiczna, zajmujemy swoje miejsca w nowej-starej szkole. Jednym wygodnie, innym, co widać, jakby trochę ciasno. Padają jakieś słowa, wykonywane są gesty, jak zwykle gramy na czas, czas wakacji, które unoszą się tuż za progiem naszej niezniszczalnej instytucji. Jeszcze tylko chwila, jeszcze momencik. Jeszcze ostatki, zbliża się „uroczyste” zakończenie, trzeba wybrać jakichś uczniów do zaszczytnego dźwigania szkolnego sztandaru. No to szybciutko i do domu, poczet pierwszy. Sękaty drąg dla Adasia, ma najwyższą średnią ocen, dobrze liczy zadania matematyczne, płeć męska. Ideał. Do niego dokładamy dla ozdoby dwie dziewczyny: jedną blondynkę (co prawda chwilę wcześniej ktoś mówił, że opuściła się w nauce, ale można ją wyróżnić za „zaangażowanie w życie szkoły”), no i do pary brunetkę (nie ma osiągnięć naukowych, nie udziela się też społecznie, natomiast pasuje do koncepcji estetycznej, bo „jest szczupła i zgrabna”). No to poczet gotowy, poczet jak ta lala, reprezentatywny, chłopiec intelektualista i dwie młode panny do ozdoby. Teraz już tylko poczet rezerwowy, taka procedura, i zrobione, i myk myk myk za próg, na słońce i do domu!

Niestety, z końca sali odzywa się głos, że może by jednak, tak choćby na próbę, tak symbolicznie, przecież nic nas to nie kosztuje, do drugiego pocztu wytypować jedną dziewczynę i dwóch chłopców. Zapada chwila ciszy. A po niej eksplozja wesołości. No bo jak to tak? Co to za pomysł? Dziewczyna do sztandaru? Do drzewca, he? Do drąga, hehe. Taki drąg ciężki, za ciężki przecież. Nie ma takich dziewczyn. Nie istnieją takie dziewczyny. Nie ma w całej szkole takiej dziewczyny, która utrzyma sztandar, a w dodatku ma dobre wyniki w nauce. No jak? A chłopcy? A o chłopcach ktoś pomyślał? Co oni, mają tak iść i stać do ozdoby?! Chłopcy do ozdoby?! A w ogóle po co to całe zamieszanie? Nigdy tak nie robiliśmy, zawsze robiliśmy inaczej, a skoro coś robimy zawsze, no to chyba znaczy, że robimy to dobrze, proste?

Ale proste nie jest, bo wniosek padł formalny, więc wymaga głosowania. Głosujemy zatem. Głosujemy w sprawie, która do tej pory głosowaniu nie podlegała. Czy w XXI wieku dziewczyna może wnieść sztandar szkoły? Czy centralną postacią pocztu sztandarowego może być dziewczyna? Kto za? Kto przeciw? Kto się wstrzymał? Podliczamy głosy. Remis.

I co teraz?
Sztandar szkoły wyprowadzić!
A co potem?
Wywiesić białą flagę?

***

ilustracja: Sztuczne Fiołki

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *